SEO i Google Ads w dwóch agencjach. Gdzie znika synergia?

Z tego artykułu dowiesz się:

  • dlaczego dwie agencje mogą jednocześnie raportować sukcesy, podczas gdy wyniki biznesowe stoją w miejscu,  
  • w jaki sposób brak wspólnego modelu atrybucji prowadzi do tego, że ta sama konwersja pojawia się w raportach dwóch agencji naraz,  
  • jak sprawdzić, czy agencje faktycznie wymieniają się wiedzą – bez wiedzy technicznej, za to z pięcioma konkretnymi pytaniami. 

Sytuacja znana wielu firmom: SEO prowadzi agencja A, kampanie Google Ads – agencja B. Oba zespoły raportują postępy, oba realizują swoje KPI, oba mają dobre wyniki na papierze. Klient patrzy na zestawienia z obu stron i zastanawia się, dlaczego przy takim wydatku wyniki biznesowe nie rosną tak, jak powinny. 

Odpowiedź rzadko leży w tym, co każda agencja robi osobno. Leży w tym, czego razem nie robią. 

SEO i Ads – jeden SERP, dwa osobne światy 

Oba kanały operują w tym samym miejscu – w wynikach wyszukiwania Google. Użytkownik wpisuje frazę i widzi dwa rodzaje wyników: płatne reklamy (oznaczone jako „Sponsorowane”) i wyniki organiczne, na które firmy pracują przez pozycjonowanie. Często te same marki pojawiają się w obu miejscach jednocześnie. 

Użytkownik rzadko kupuje przy pierwszym kontakcie. Klika w reklamę, wychodzi, wraca przez wynik organiczny, porównuje, dopiero wtedy decyduje. To nie są dwa osobne światy. To jeden ekran i jeden użytkownik, na którego Klient wydaje pieniądze z dwóch różnych budżetów. 

Kanały te oddziałują na siebie też technicznie. Dobrze zoptymalizowana strona pod SEO poprawia tzw. Quality Score w Google Ads – ocenę jakości reklamy, która bezpośrednio wpływa na to, ile kosztuje każde kliknięcie. Mówiąc prościej: lepsza strona to tańsze reklamy. Z kolei dane z kampanii płatnych – które frazy naprawdę sprzedają – powinny trafiać do strategii SEO i decydować, jakie treści warto tworzyć. 

Gdy dwie agencje działają osobno i nie rozmawiają ze sobą, ten obieg wiedzy po prostu nie istnieje. 

Co się psuje w praktyce 

Brak komunikacji między agencjami generuje trzy typy problemów, które mogą współwystępować i wzajemnie się napędzać. 

  • Pierwszy to brak wspólnej mapy fraz. Każda agencja buduje własną listę słów kluczowych – jedna pod kampanie płatne, druga pod treści i pozycjonowanie, bez wiedzy o tym, co robi druga strona. Efektem może być niespójna obecność w wynikach wyszukiwania, gdzie oba kanały mogą działać na tych samych frazach bez żadnej strategicznej logiki albo odwrotnie – zostawiać luki tam, gdzie warto byłoby zaistnieć w obu miejscach jednocześnie.  
  • Drugi problem to sprzeczne raporty. Aby zrozumieć, skąd się biorą, warto wiedzieć, jak Google Analytics przypisuje zasługę za sprzedaż. Gdy użytkownik klika reklamę, nie kupuje od razu, a wraca za kilka dni przez wyniki organiczne i dopiero wtedy konwertuje – każde narzędzie „widzi” inny moment tej ścieżki i innemu kanałowi przypisuje sukces. Panel Google Ads przypisze sobie tę sprzedaż, a GA4 powie co innego, bo śledzi całą ścieżkę użytkownika, a nie jej fragment. Klient dostaje dwa raporty, które się kłócą, i każda agencja ma w pewnym sensie rację, czytając dane przez pryzmat własnego narzędzia. Dwa osobne „sukcesy” na papierze, a obraz całości – rozmyty. 
  • Trzeci problem jest najtrudniejszy do opisania wprost, bo dotyczy strukturalnego napięcia. Każda agencja ma naturalną motywację do tego, żeby jej kanał wyglądał jak najlepiej. Gdy wyniki biznesowe Klienta nie rosną, każda strona udowadnia, że jej działka działa – i subtelnie sugeruje, że problem leży po drugiej stronie. Brak wspólnych celów oznacza brak wspólnej odpowiedzialności za wynik Klienta. 

Jak sprawdzić, czy agencje faktycznie grają do jednej bramki – checklista 

Zanim wyciągnie się daleko idące wnioski, warto zadać kilka prostych pytań. Nie wymagają wiedzy technicznej – wymagają tylko, żeby ktoś po stronie Klienta faktycznie je zadał. 

  1. Czy obie agencje korzystają z tych samych danych? Jeśli każda operuje wyłącznie we własnym panelu, to naturalne, że liczby się nie zgadzają. Każdy panel śledzi konwersje na swój sposób i przypisuje je według własnej logiki. Problem leży w tym, że nikt nie potrafi wskazać, które dane odzwierciedlają rzeczywisty wynik biznesowy, a które są tylko wewnętrzną miarą sukcesu jednego kanału. Czy ktokolwiek patrzy na całą ścieżkę zakupu, a nie tylko na ostatni krok? Większość modeli atrybucji nagradza ten kanał, który był ostatni przed zakupem, ignorując wszystko, co wydarzyło się wcześniej. Tymczasem droga do zakupu rzadko jest prosta i składa się z wielu punktów styku klienta z marką (reklam, artykułów, social mediów, maili, bezpośrednich wejść na stronę, itp.). SEO i Ads to zwykle tylko część tej ścieżki – jeśli nikt nie analizuje, jak nawzajem się wspierają na tej ścieżce, decyzje budżetowe są podejmowane na podstawie niepełnych informacji. 
  1. Czy zmiany na stronie są komunikowane między agencjami? Przeprojektowanie landing page’a albo zmiana struktury treści przez agencję SEO może nieoczekiwanie wpłynąć na efektywność kampanii Ads. Jeśli agencja Ads dowiaduje się o tym z raportu, a nie z rozmowy – wiadomo, obie agencje działają obok siebie, a nie razem. 
  1. Jeśli większość odpowiedzi jest negatywna albo „nie wiem” – to nie znaczy, że coś jest nie tak z agencjami. Znaczy, że brakuje kogoś, kto patrzy na całość. 

Zanim wyciągniemy wnioski 

Model dwóch osobnych agencji nie jest z definicji zły. Bywa uzasadniony – wyspecjalizowaną ekspertyzą, historią współpracy, specyfiką branży. Żeby jednak działał, ktoś musi pilnować, żeby dane przepływały między zespołami i żeby nikt nie optymalizował swojego kanału w oderwaniu od reszty. 

Pytanie, które warto sobie zadać, nie brzmi: „czy moje agencje dobrze robią swoje?”. Brzmi: „czy ktokolwiek patrzy na to wszystko jako na całość?”. Ta rola może wyglądać różnie – właściciel firmy, marketing manager lub e-commerce manager, który zbiera raporty od obu agencji, zadaje pytania o wspólne wyniki i pilnuje, żeby ocena efektów opierała się na całościowych wynikach biznesowych, a nie tylko na wskaźnikach każdego kanału z osobna. 

Avatar autora postu
Anna Sułkowska-Król
Customer Success Specialist

Rozwija się w modelu T-shape marketer, dbając o interdyscyplinarne i całościowe podejście do działań dla klientów z wielu branż (od FMCG po budownictwo). Łączy analityczny, inżynierski umysł z pasją do copywritingu i e-mail marketingu. Magister marketingu oraz inżynier zarządzania. W relacjach stawia na elastyczność, transparentność i mierzalne wyniki, budując współpracę opartą na zaufaniu i stabilnym rozwoju.

cennik

Dane kontaktowe